Semper in altum

Absolwenci Nowodworka 1978.

Ostatnie zmiany: 20-02-2026

Spis treści:

Informacje klasowe

Inne strony o I LO


Kanał RSS    original feed

o kanale RSS

Olaf Górski - wspomnienia


olaf




Olaf był moją szkolną miłością od pierwszego wejrzenia.

Pamiętam moment, kiedy go pierwszy raz zobaczyłam przed pokojem nauczycielskim, wkrótce po powrocie jego rodziny z Wiednia. Kilka miesięcy później byliśmy parą i wkrótce, we wspaniałym towarzystwie szkolnych przyjaciół zaczęliśmy plecakowe wyprawy w różne zakątki Polski i nie tylko. Razem z Iloną Krowicką, Andrzejem Safianem, Elą Wojtaszewską, Jadzią Piątek, Jasiem Purchlą wędrowaliśmy przez Beskidy, Podhale, Mazury , Pomorze, i przepiękny Pirin w Bułgarii z przystankami w Budapeszcie i Sofii. Trudno byłoby sobie wyobrazić lepsze czasy i w lepszym towarzystwie. Były to niezapomniane eksploracje naszej pięknej planety ale i też naszych poglądów, marzeń, poczucia humoru, głowy do alkoholu…
Olaf był w tych latach moim ciągłym kompanem i wiernie kibicował naszej grupie muzycznej Park Jordana na licznych próbach, występach i wyjazdach. Nosił instrumenty i wspomagał nas Komplementami, kiedy nasza publiczność nie była szczególnie entuzjastyczna. Nasz czas spędzony razem miał ogromny wpływ na to jakim człowiekiem zostałam.
Jak wiele szkolnych miłości tak i nasza nie przetrwała prób dorosłego życia i w grudniu 1981, z niefortunną pomocą stanu wojennego (Olaf krótko przed stanem wyjechał do Niemiec a mnie odmówiono paszportu), ze złamanymi sercami rozeszliśmy się.
Pozostaliśmy jednak przyjaciółmi przez całe życie. Nie widywaliśmy się często lecz co jakiś czas, niejednokrotnie z kilkuletnią przerwą, prowadziliśmy godzinne debaty telefoniczne o życiu, polityce, środowisku, sztuce, filozofii. Byliśmy zawsze bratnimi duszami z niekończącymi się tematami do rozmów. Wierzyłam że będziemy mogli tak debatować do późnej starości, ale życie mi odebrało tę niezastąpioną radość.
Olaf, będzie mi zawsze Ciebie brakowało, odpoczywaj w pokoju mój drogi i kochany przyjacielu.

Ania

*   *   *  

Siedziałem z Olafem w ławce przez prawie dwa lata. Byliśmy dobrymi kolegami, a może nawet z czasem przyjaciółmi.

Ze szkoły pamiętam przede wszystkim słynna ripostę Olafa do Profesor Korzec:
- „Górski, jaką ostatnio książkę przeczytałeś?
- "Wszystko o winach" Pani Profesor....”
Pamiętam też jak Olaf napisał w zeszycie "londowanie" zamiast "lądowanie"...
Olaf zorganizował znakomitego sylwestra w klasie maturalnej, u siebie w domu, była chyba cała nasza klasa, i chyba pierwszy raz piliśmy tam wódkę.
Zawiodłem Olafa gdy był chory na zapalenie płuc, chyba w czwartej klasie, nie odwiedziłem go w chorobie.. Ktoś mi potem powiedział, że Olaf bardzo czekał moich odwiedzin. Przez głupotę nie poszedłem do niego.
Olaf był świetnym kompanem do wakacyjnych wyjazdów w góry, na Roztocze, nad jezioro Rożnowskie. Jeździliśmy wiele razy z naszymi dziewczynami, to był piękny czas. Raz w Gorcach poszliśmy z Olafem na dół do sklepu, a dziewczyny zostały na polanie pod Gorcem. I akurat rozpętała się straszna burza. Biegliśmy jak wariaci pod górę, zmartwieni czy dziewczynom nic się nie stało, a gdy zobaczyliśmy namioty usłyszeliśmy, jak się zanoszą od śmiechu. Jak to dziewczęta.... Burza nie zrobiła na nich najmniejszego wrażenia...
Już po studiach odwiedziłem Olafa w Augsburgu. Ugościł mnie fantastycznie, pojechaliśmy jego samochodem do Monachium, a był to volkswagen ogórek, karawan pogrzebowy z palemkami na matowych szybach za szoferką... To było przeżycie! Wszyscy po drodze na autostradzie machali do nas pozdrawiając nas. Olaf bardzo zachwalał to auto, bo miało bardzo niski przebieg. Zamierzał go przerobić na campera, ale nie wiem czy to rzeczywiście zrobił.
Ostatni raz rozmawiałem z Olafem we wrześniu 2025 roku. Był już bardzo chory i nie opuszczał łóżka. Powiedział, że za dwa dni przyjedzie do Krakowa, ja na to świetnie, spotkamy się oczywiście... Za dwie godziny zadzwoniła do mnie żona Olafa Edyta i powiedziała "Jan, Olaf właśnie zbiera się żeby spotkać się z Tobą pod Pocztą o piątej..." Kochany Olaf.

Jan

*   *   *  

Olaf - pojawił się nagle, chyba w trzeciej lub czwartej klasie liceum.

Z jasnymi , kręconymi włosami, które pozostały mu przez całe życie, nawet jak zmieniły kolor. Nowy kolega, który bardzo szybko się zasymilował z klasą. Stał się szybko jej częścią i  dopiero Jaga uświadomiła mi, że nie był z nami od początku liceum. Uśmiechnięty, życzliwy. Przyjechał, o ile pamiętam zza  żelaznej kurtyny, mieszkał z rodziną chyba w Austrii i tam też chodził   do szkoły. Uczestniczył jednak od razu w życiu klasy.
Chyba w czwartej klasie zorganizował dla całej klasy wspaniałą zabawę sylwestrową w rodzinnej kamienicy (sąsiadującej z Teatrem Stu) przy Al. .Krasińskiego  i wtedy działy się tam tajemnicze rzeczy w gabinecie profesora Górskiego 🙂.
Po maturze rzadziej  spotykaliśmy się , gdyż Olaf wyjechał tuż przed stanem wojennym w 1981 roku i studia skończył już w Niemczech. Jednak , gdy tylko mógł odwiedzał rodziców, a po zmianach ustrojowych kontaktował się z kolegami i koleżankami z klasy. Parę razy uczestniczył w naszych rocznicowych spotkaniach. Wspierał fundusz stypendialny, który utworzyliśmy w 2008 roku.
Ostatni raz rozmawialiśmy w Clubie Dali, gdzie obchodziliśmy wspólnie "Czterdzieści lat do setki". Potem już pozostawał kontakt mailowy. Jeszcze w zeszłym roku pisał w lipcu ,że jeżeli praca mu pozwoli, przyjedzie się z nami spotkać... Oj Olafie , bardzo będzie mi brakowało Twojego uśmiechu, życzliwości, obecności pomimo odległości i sporadycznych spotkań...
Załączam ostatnie zdjęcie z Olafem

 Ela K
olaf

*   *   *  

Dałabym głowę, że to było w połowie III klasy liceum.

Bogusław, który z Jaśkiem siedział w ławce za mną wyjechał nagle i nieoczekiwanie do sanatorium, gdzie czekało go dłuższe leczenie. Już samo to było szokiem, bo był okazem zdrowia, dużo pływał. I wtedy na jego miejsce zjawił się Olaf. Zjawił – to dobre określenie. Był 1977 rok: szaro, nijako, ponuro, a Olaf był jak z lepszego świata. Nie dość, że ładny chłopak, dobrze ubrany (świetnie wyglądał w niebieskich koszulach i jasnogranatowym garniturze o modnym kroju), to jeszcze – uśmiechał się! Mówiło się, że do tej pory mieszkał w Niemczech, czy Austrii i teraz wrócił z rodzicami (?) do Krakowa.
Od razu chyba wszyscy go polubili. Był naprawdę sympatyczny, z niezwykłą zdolnością do cudownego dostrajania się do towarzystwa. Zupełnie niekonfliktowy. Może raz widziałam go poważnego…smutnego?
Bardzo szybko Ania i Olaf zakochali się w sobie i stali chyba pierwszą klasową parą. Tacy ładni oboje i w sumie podobni. Byli jak z jednej gliny…
Olaf chcąc nie chcąc uwodził wspaniale niskim głosem i charakterystyczną wymową „r”. Nieraz prosiliśmy, żeby powiedział: „ rower” albo „rura” i czasem się zgadzał, a czasem złościł i odganiał od takich szczeniacko głupich próśb. Ale przysięgam: pamiętam jak zabawnie brzmiało słowo: „rura” w jego wykonaniu. I pamiętam jak sam się z tego śmiał. Też czasem odpłacał się jakimś kąśliwym żartem. Wszyscy mieliśmy 17-18 lat…
Ostatnio widzieliśmy się w 2019 r. na wspólnych urodzinach rocznika („40 lat do setki”). Olaf przyjechał z Monachium, gdzie stale mieszkał. I jak zawsze pytał: „Dzida, co u ciebie?” Burza blond (siwych?) włosów, uśmiech, pogoda ducha, my – Dziewczyny – oczywiście koło niego.

Tak go pamiętam. Już zawsze.

Jaga/Dzida
*   *   *  


Kontakt z opiekunem strony
© Wszystkie prawa zastrzeżone 2001-2024.